Napisane przez: lowell79 | 2012/01/26

Zamek w Gniewie

 Zamek w Gniewie

 

Nasza przygoda wiedzie bursztynową trasą szybkiego ruch A1, łączącą północ z południem. Wizytowanie zamków tej drodze związane było z ekspedycją nad nasze polskie morze.

Obiekt zamkowy w Będzinie, jest budowlaną perełką. Niby nie za rozległy, jednakże w swojej nieprzeciętnej konstrukcji budzi podziw. Na pewno pozostaje sentyment do tego rejonu i nie pominęliśmy okazji, żeby ponownie ujrzeć ten obiekt. Równoczesną atrakcją stała się późna pora w jakiej odwiedziliśmy obiekt. Mogliśmy mówić o wielkim szczęściu, ponieważ dojeźdzając do Będzina przestał kropić deszczyk, a jak już bylismy pod warownią, tak jakby na nasze zapotrzebowanie włączono reflektory oświetlające obiekt zamkowy.

Kolejny cel – zamek w Łęczycy. Twierdza należy do gatunków zamków miejskich, została zbudowana na planie czworokąta o przestrzeni 2600 m2. Usytuowana w południowo-zachodnim narożniku otoczonego murami zespołu miejskiego, od którego separowała ją zasilana wodami Bzury fosa. Umiejscowiony na sztucznie uformowanym kopcu ziemnym zamek wzniesiony był w partii fundamentowej z kamienia, zaś wyżej z gotyckiej cegły. Dziś składa się z bardzo imponującego skrzydła zachodniego z trzykondygnacyjnym budynkiem zwanym Domem Nowym, wieżą bramną i narożną ośmioboczną wieżą. Mur obwodowy ma maksymalnie ok. 10 m wysokości, jednak w dużej części jest zrujnowany i znacznie niższy.

Mejscowe legendy połączone są prawie w komplecie z diabłem Borutą występującym pod rozmaitymi sylwetkami. Jako szlachcic spaceruje w kontuszu po dziedzińcu zamkowym, pod personą sowy strzeże skarbów w lochach zamkowych, w wodach Bzury jako Boruta-topielec przyjmuje kształt ryby z rogami, po polach galopuje nocami Boruta- ogier, miód podbiera pszczelarzom Boruta-bartnik.

Początki Boruty sięgają XIV w. Wtedy to Kazimierz Wielki wyruszył z Krakowa do Łęczycy, jednakże blisko schyłku podróży jego kareta ciągnięta przez 6 koni spadła z grobli i zapadła się dogłębnie w trzęsawisko. Świta króla nie zdołała sobie z tym poradzić, musiano zatem poszukać pomocy. Wokoło był tylko las i trzęsawiska jak również niewielka ścieżka w bór. Jeden ze służących poszedł więc nią i wkrótce dojrzał grupkę ludzi, którzy z drzewa sosnowego wytapiali smołę. Nazywano ich borutami, bo wiele czasu przebywali w borze. Jeden z nich zaoferował pomoc królowi. Sługa prosił, aby szli wszyscy ale tamci uparcie stwierdzali, że jeden boruta w zupełności wystarczy. I faktycznie za pomocą grubego sznura wyciągnął po kolei wszystkie konie, a nastepnie i samą karetę. Wdzięczny monarcha przyznał borucie szlachectwo i uczynił zarządcą jego łęczyckich dóbr. Ten jednakże zapomniał skąd się wywodzi i stał się dla ludu okrutnym ciemiężcą. Po śmierci szlachcica-boruty ludzie ruszyli na zamek odzyskać zagrabione im pieniądze. Nic nie znaleźli, a dwa dni później zniknęło także ciało zmarłego. Od tego momentu zaczęto mówć o diable Borucie. Podobno wciąż strzeże on skarbów w lochach zamkowych. A z tego czasu do chwili obecnej zachowało się ludowe przysłowie: nie ma diabła gorszego, gdy się stanie pan z ubogiego.

Zamek w Gniewie na szczęście umiejscowiony jest po właściwej dla nas stronie Wisły. Zdziwieniem dla nas było dojrzenie tabliczki z zakładem Rolls Royce’a w Gniewie. Naturalnie chodzi tutaj o silniki do statków. Na zamku uśmiechęło się do nas szczeście, ponieważ akurat trafiliśmy na wesele i zamek był o tak wczesnej porze otwarty…

Jest to podobno najlepiej zachowany zamek Krzyżacki na Pomorzu. Stoi na wzniosłej skarpie na zachodniej części Wisły. Obiekt ma kształt bliski kwadratowi o boku 47 m z czterema wieżyczkami w narożach i wewnętrznym dziedzińcem. Wszystkie skrzydła obiektu mają jednakową wysokość, jednakże liczba kondygnacji jest odmienna, gdyż niektóre sale jak np. kaplica i kapitularz w części południowej były znacznie wyższe od innych komnat. W skrzydle północnym mieściły się komnaty komtura a okresowo i wielkiego mistrza Kuchmeistera, który odstąpił z urzędu i osiadł w Gniewie. Piwnice oraz parter oddano na cele gospodarcze, egzystowały tu m.in. kuchnia, piekarnia i skład. Zamkowe mury wieńczą wąskie korytarze ze strzelnicami udostępnione odwiedzającym czyli ówczesne ganki strażnicze. Elewacje wschodnia i zachodnia mają jednocześnie skromne, jednakże odróżniające je ozdobny szczyty.

Napisane przez: lowell79 | 2012/01/11

Zamek w Żywcu

 Zamek w Żywcu

 

Budowę Starego Zamku przypisuje się książętom oświęcimskim albo Mikołajowi Strzale h.Kotwicz (pierwsza połówka XV w.). Najstarsze gotyckie założenie układało się z : wieży mieszkalnej, drewnianych zabudowań otoczonych ziemnym nasypem oraz płytkiej fosy. Za czasów dominowania rodziny Komorowskich obiekt uległ kilku znacznym modyfikacją. Pod koniec XVI w. budowla przeistoczyła się w obronna fortecę (cztery wieże mieszkalne z dziedzińcem po środku, obronne mury, baszty, fosa z pomostem zwodzonym). W 2 poł. XVI w. średniowieczne zamczysko przeistoczyło się w renesansową rezydencję (krużganki, dachy z attykami i ozdobą sgraffito, oryginalna kamieniarka okien i portali). Wiek XVII oraz nowi właściciele – rodzina królewska dynastii Wazów – nie wnoszą poważniejszych przeróbek w architekturze konstrukcji. Drugi okres świetności w historii obiektu zamkowego przypada na lata władania w Żywcu rodu Wielopolskich.

Początek XVIII w. dostarczył przełomowe transformacje w wyglądzie obiektu i jego otoczenia. Były obronny obiekt zamkowy miały okazję stać się siedzibą o charakterze pałacowym ( rozbudowa skrzydła południowego z reprezentacyjną klatką schodową, świeże barokowe elewacje, okna, wysokie dachy, portale, kaplica). Przebudowało się także otoczenie siedziby, od północnego zachodu stworzono dziedziniec objęty oficynami, zabudową gospodarczą jak również od południa ogród włoski. Przebudowa zamku prowadzona przez Wielopolskich nie była ostatnią. Nowi posiadacze – Habsburgowie – zmienili elewację zewnętrzną ( zachowana do dziś, w stylu historyzmu), której model wykonał Karol Pietschka. Po remoncie obiekt zamkowy był oddany na siedzibę urzędów jak również na mieszkania urzędników dóbr żywieckich. Do 1939 r. obiekt znajdował się w rękach Habsburgów. W okresie okupacji Niemcy zajęli pomieszczenia zamkowe na cały okres kampanii. Po 1945 roku obiekt stał się własnością miasta i przeznaczono go na mieszkania lokatorskie, archiwum, biura organizacji młodzieżowych, pracownie Domu Kultury, biura przedsiębiorstwa \”Las\” jak również bibliotekę miejską. W latach 1976 – 1989 władze miasta zdecydowały się na remont obiektu. Wkrótce nastąpiło wykwaterowanie lokatorów, otwarcie kawiarni \”Rycerska\”, remont jak również prace badawczo-naukowe. Na początku lat dziewięćdziesiątych administratorem Starego Zamku był Zespół Zamkowo-Parkowy, który prowadził aktywność kulturalną, edukacyjną jak również wystawienniczą. W styczniu 2005r obiekt zamkowy stał się siedzibą Muzeum Miejskiego w Żywcu. Pełny koszt prac remontowych obiektu wyniósł 2719184.20zł.

W sąsiedztwie starego zamku, wznosi się skonstruowany przez Habsburgów klasycystyczny pałac. Oznaczany nowym zamkiem, budowany z polecenia arcyksięcia Albrechta przez Karola Pietschkę, był kilkakrotnie przebudowywany. \” Dzisiaj w sekcji gmachu mieści się szkoła leśna, a pozostałe pomieszczenia pełnią funkcje reprezentacyjne – np. lustrzana sala balowa o pierwszorzędnej akustyce jest użytkowana jako sala koncertowa. W 2001 r. kilkupokojowy apartament udostępniono uprzedniej mieszkance pałacu, księżnej Alicji z Habsburgów. Osiemdziesięciokilkuletnia dziedziczka mieszka na stałe w Szwajcarii, przybyła jednak na swą uroczystą intronizację i zapowiedziała przybycie w niedalekiej przyszłości do Żywca na dłużej.

Ten piękny park jest dawnym ogródem zamkowym o powierzchni około 26 ha. „Założony został włoską metodą”, składał się w tamtych czasach z dwóch zespołów: jeden składający się z kwater, a drugi z regularnie posadzonych drzewostanów. \”Przez pierwszy zespół biegnie kanał, który powstał w drugiej połowie XVIII wieku, z tego też okresu pochodzi altanka zrobiona w odmianie Domku Chińskiego, z uwidocznionym ponad dachem herbem Wielopolskich – Starykoń.

 

Zamek w Żywcu

Napisane przez: lowell79 | 2011/12/08

Beskid Śląski pętla

Beskid Śląski pętla

 

W Wapienicy musimy się niezauważalnie cofnąć z przystanku autobusowego, przemijając most dochodzimy do zakrętu. Tutaj przebiega niebieski szlak z Wapienicy (PKP) na Błatnią. Ścieżka wiedzie cały czas prosto przez las.W zeszłym roku spotkaliśmy na niej sarny. Tym razem dały się zauważyć wiosenne klimaty. Przy odrobienie słońca, cała natura budzi się do życia. Na Błatnią mamy jeszcze około 2h drogi.

Prawie cały czas względnie wypłaszczoną drogą przybywamy, do pierwszego zakrętu. Tutaj warto na moment się zatrzymać i podejść kilkanaście kroków w dół, ażeby dojrzeć w kompletnej okazałości Zaporę w Wapienicy. Najdłuższa na obszarze miasta dolina górska (Dolina Luizy) zatopiona lasem mieszanym i iglastym, umiejscowiona pomiędzy wierzchołkami Beskidu Śląskiego: Palenicą, Błatnią, Trzema Kopcami i Szyndzielnią.

Kontynuujemy cały czas szlakiem niebieskim, mamy do przejścia 3 nieogromne szczyty: Kopany – Wysokie – Przykra. W okolicach Wysokie mieści się uroczysko kultowe z XVII w. Ażeby dojść do tego miejsca należy przebyć około 250 m trzymając się oznakowanych czerwonym kołem drzew.

Błatnia (917 m n.p.m.) zdecydowanie wyodrębnia się w grupie Klimczoka. Z polan szczytowych roztaczają się piękne widoki na Beskid Śląski. Panorama z Błatniej obejmuje – oprócz szczytów Klimczoka i Skrzycznego – wszelkie ważniejsze szczyty Beskidu Śląskiego pasmo ciągnące się od Skrzycznego do Baraniej Góry.

Z Błatniej żółty żółtym szlakiem przemieszczamy się w kierunku Klimczoka. Przed nami około 1,5 godziny trasy. Na naszej ścieżce znajduje się Stołów i Trzy Kopce. Rejony Trzech Kopców są bardzo atrakcyjne ponieważ mieści się tam buków znajdujący się na wysokości 800-950 m w obrębie wzniesienia – 120-letni drzewostan a także jaskinia Klimczoka na południowym pochyleniu.

Klimczok (1117 m n.p.m.) – cel naszej wyprawy jest szczytem górskim znajdujący się w granicach administracyjnych Bielska-Białej i będący najwyżej położonym punktem tego miasta. Położony w północnej części Pasma Wiślańskiego w Beskidzie Śląskim. Lasy wokół grzbietu były podobno kryjówką zbójników. Na czele których trwali bracia Klimczaki. Stąd też wywodzi sie nazewnictwo tego szczytu. Wschodni, bardziej płaski szczyt, nosi nazwę Magury, ma wysokość 1095 m, mieści się na nim schronisko PTTK oraz stacja ratunkowa GOPR. Z Klimczoka udajemy się żółtym i czerwonym szlakiem na Szyndzielnię, jest to około 30 minutowy spacerek.

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/30

Sarnia Skała i Siklawica

Startujemy w Dolinie Strążyskiej, tutaj również granice swoje ma się Tatrzański Park Narodowy, zatem musimy kupić bilety wstępu w budce TPNu. Czerwonym szlakiem wędrujemy w kierunku Polany Strążyskiej. Trasa przewodzi wzdłuż Strążyskiego Potoku, poprzez las. Płynący potok zmienia jedynie strony względem szlaku. Raz towarzyszy nam po prawej stronie, żeby po chwili znaleźć się po lewej stronie. W związku z tym przekraczamy dużą ilość drewnianych mostków.

Sarnia Skała

My, ewidentnie od startu wypatrujemy krokusów, jednak z marnym skutkiem. Po prawej stronie szlaku towarzyszą nam ogromne masywy skalne, nad nimi znajduje się Samkowa Czuba. Skały przybierają ciekawe kształty. Wśród nich charakterystyczne dolomitowe turnie oznaczane Strążyskimi Kominami. Trasa jest łagodna i przyjemna. Po chwili mijamy tzw. Skałę Jelinka. Nazwana tak z powodu wstawianego na niej medalionu i tablicy pamiątkowej, oddanej XIX-wiecznemu czeskiemu pisarzowi Edwardowi Jelinkowi, zaprzyjaźnionemu z Polską i Zakopanem.

Po 40 minutach dochodzimy do Polany Strążyskiej. Z polany jest cudowny widok na Giewont wraz z opadającym z niego urwiskiem. Polana jest popularnym miejscem ze względu na jej atrakcyjność, jak również z powodu przechodzącego przez nią szlaku na Giewont.

Będąc w obszarach Strążyskiej Polany, warto poświęcić 30 minut i udać się żółtym szlakiem do wodospadu Siklawica. Wodospad opada z dwóch prawie pionowo nachylonych ścian skalnych. Łączna wysokość wodospadu wynosi 23 metry (wysokość ściany dolnej wynosi 13 m, a ściany górnej 10 m).

Turyści

Na Sarniej Skale

Z Polany Strążyskiej udaliśmy się czarny szlakiem w kierunku wschodnim, w kierunku Sarniej Skały. Przed nami 40 minut nieco męczącego podejścia przez las na Czerwoną Przełęcz. Z Czerwonej Przełęczy wiedzie 10 minutowe podejście właśnie na Sarnią Skałę. O tym czy warto wspinać się na Sarnią Skałę, możemy się już przekonać podchodząc pod tą „warowną twierdzę”. „Twierdzę”, bowiem przypomina ona ruiny zamczyska. Pod Sarnią Skałą znajduje się polana, z której mamy okazję podziwiać Tatry Zachodnie i naturalnie Giewont, który wyrasta nam przed oczami. Po wejściu, widok zapiera dech w piersiach jeszcze mocniej. Z każdego, z czterech kierunków świata, dochodzi do nas monstrualna doza fenomenalnych wrażeń wizualnych.

Sama Sarnia Skała jest wierzchołkiem w pasie reglowym Tatr Zachodnich o wysokości 1377 m. n.p.m. Aranżują ją wapienie dolomitowe. Uformowane w grzbiet komponujący się z kilku wyrazistych, niewysokich i stromo podciętych turni (ostrego szczytu lub skałki o urwistych lub nawet pionowych ścianach, charakterystycznego dla gór o rzeźbie alpejskiej, przekształconych w rezultacie operowania lodowca). „Niegdyś Sarnią Skałę określano Małą Świnicą i była ona intensywnie penetrowana przez poszukiwaczy skarbów. Aktualnie jest eksplorowana przez botaników i wielbicieli roślin tatrzańskich. Na jej gołych skałach pięknie zakwitają gatunki roślin wapieniolubnych, m. in. dębik ośmiopłatkowy i dzwonek jednostronny. Rośnie tutaj także miniaturowa krzewinka – wierzba alpejska, omieg kozłowiec, różeniec górski, jaskier alpejski, kilkanaście gatunków skalnic i wiele innych”.

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/21

SATILA Czapka męska

SATILA Czapka męska SATILA LOGO WS
CZAPKA MĘSKA projekt SATILA LOGO wybitnej, szwedzkiej firmy SATILA.

Czapka ta jest wiatroszczelna, oddychająca dzięki membranie WINDSTOPPER wytwarzanej przez firmę W.L. Gore & Associates. Wykorzystywana do produkcji odzieży wyśmienicie izolującej przez wiatrem (100 % wiatroszczelności) i zimnem, przy zatrzymaniu rzetelnej cyrkulacji powietrza – na chłodne, suche i wietrzne dni.

Opis:

50% wełna/ 50% akryl
membrana: WINDSTOPPER
czapka z nagłówkiem SATILA

Rozmiar:

UNI-58(obwód głowy szacowany w centymetrach)

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/21

Wieża Eiffla – Paris

Paris

Całkowita wysokość: 324 metry
Projektanci: Gustave Eiffel, Maurice Koechlin, Emile Nouguier
Rozpoczęcie budowy: 1887r
Zakończenie budowy: 1889r
Konstrukcja składa się z 18 038 części metalowych i około 2,5 mln nitów
Masa całkowita: około 10 000 ton
Na sam szczyt wieży prowadzi 1665 stopni.
Oświetlenie składające się z 352 reflektorów, każdy po 1000 W, oświetlających wieżę w nocy
Aby zapobiec korozji, wieża jest malowana, a do tego celu zużywa się 50-60 ton farby. Odbywa się to co siedem lat, zajmuje to około 15-18 miesięcy przez 25 malarzy!
Wieża Eiffla utrzymywała status najwyższej budowli świata przez 40 lat, aż do 1929 roku, gdy w Nowym Jorku wzniesiono Chrysler Building.
Wieża zbudowana jest z żelaza.
Liczba odwiedzających turystów do grudnia 2008 roku – 243.376.00

Wieża Eiffla

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/18

Hrobacza Łąka

Schronisko na Hrobaczej Łące

Wykorzystując wspaniały błękit na niebie wyruszyliśmy na Hrobaczą Łąkę. Nie jest to szczyt cieszący się ogromniejszą sławą w naszym beskidzie małym, zatem nie spodziewaliśmy się zobaczyć po drodze wielu wędrujących turystów.

Naszą niedzielną wyprawę zaczynamy na wysokości 663 m n.p.m. Taką wysokość ma Przełęcz Przegibek. Miejsce nader znane wśród bielszczan…z zaparowanych szyb w samochodach ;) . Pozostawiamy przełęcz zmierzając jezdnią asfaltową w stronę Międzybrodzia, szlakiem niebieskim. Tuż przy zakręcie w prawo nasz szlak prowadzi się w lewo w kierunku Gaików. Aura zimowa staje się coraz mocniej widoczna, mimo że w mieście szaro, szczyty trwają śnieżnym klimatem.

W drodze do Gaików, zachwycały nas widoki. Na głównym zarysie, odrobinę obcięte pasmo Magurki Wilkowickiej. W dali Skrzyczne. Po prawej pasmo Klimczoka.

Po 30-40 min. uzyskujemy Gaiki (808 m.n.p.m.). Tutaj jednoczą się szlaki z Lipnika Górnego na Magurkę (niebieski) a także ze Straconki na Hrobaczą Łąkę (czerwony). Jak się okazało, wejście na szczyt Gaików w ogóle nie było nieodzowne. Ja jednak jako laik trzymający się szlaku, nie skorzystałem ze skrótu…. i nie wybraliśmy krótszej dorgi na rozwidleniu. Udajemy się teraz czerwonym szlakiem, prawie płaskim grzbietem o nazwie Kopce.

Dochodzimy na nie za wysoki szczyt Groniczków (839 m n.p.m.), żeby krótkim dosyć stromym zejściem zdobyć przełęcz U Panienki. Tutaj dołanczają szlak żółty z Kóz i czarny z Lipnika. Na przełęczy stoi kapliczka z roku 1884. Pozostawiamy przełęcz i kierujemy się dalej szlakiem czerwony w kierunku naszego głównego celu. Zostawiamy drogowskaz do źródła Maryjnego, znajdującego się poniżej drogi. Dosyć łagodnym podejściem dostajemy się na wierzchołek Hrobaczej Łąki.

Hrobacza Łąka (828 m n.p.m) jest nietuzinkowo popularnym punktem widokowym. Wspaniale z tego miejsca przedstawiają się zwłaszcza rejony Jeziora Międzybrodzkiego. Nieopodal mieści się mocna stalowa konstrukcja krzyża, wzniesiona na pamiętkę dwutysiąclecia chrześcijaństwa w 2002r. Krzyż ma 35m wysokości. Pod krzyżem mieści się platforma widokowa, z której można podziwiać niedalekie Bielsko, Kozy i Czechowice Dziedzice. Poniżej szczytu znajduje się prywatne schronisko.

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/17

Panasonic Lumix DMC-FT3

 

Lumix DMC-FT3 to najświeższy aparat fotograficzny marki Panasonic. Aparat ten jest odporny na mrozy i upadki a także wodoszczelny do głębokości 12 metrów. Ponadto ma wbudowany system GPS, który pokazuje wiadomości o czasie i obszarze wykonania konkretnej fotografii. Lumix dmc-ft3 jest zaopatrzony w kompas, wysokościomierz i barometr, który wykorzystywany jest również jako miarka głębokości pod wodą. Sercem DMC-FT3 jest matryca CCD o rozdzielczości 12 megapiksela, obiektywie o powiększeniu optycznym x4.6 i ekwiwalencie 28-128 mm (wartość dla niewielkiego obrazka). Ponadto DMC-FT3 nagrywa filmy w wysokiej rozdzielczości Full HD 1920 x 1080p. Wszelkie dane rejestrowane są na kartach pamięci typu SD, SDHC, SDXC a zasilany jest produktywnym akumulatorem litowo-jonowym o wydajności do 310 fotografii, na jednym ładowaniu akumulatora.

W aparacie fotograficznym zamieszczono najnowszy, zaawansowany system przetwarzania sygnału, z nowatorskim, szybkim przetwornikiem CCD o rozdzielczości 12 megapiksela jak również wydajnym procesorem obrazu Venus Engine FHD. Procesor obrazu odpowiada za precyzyjne, selektywne redukcję szumu chromatycznego bez wpływu na barwy krawędzi. Za jego pomocą dostrzegane są trzy komponenty fotografii: zarysy, obszary wypełnione szczegółami a także miękkie gradacje. Zarysy są efektywnie wzmacniane w celu uzyskania wyraźniejszych krawędzi, obszary z detalami są lekko akcentowane a obszar miękkich gradacji jest wygładzany przez procesor Venus Engine FHD.

Najnowszy obiektyw składający się z 10 elementów ułożonych w 8 grupach, w tym 5 elementów jest asferycznych z 6 powłokami asferycznymi, a także z 1 soczewki ED. Ten zaawansowany obiektyw jest kompatybilny z surowymi wzorcami firmy Leica i zapewnia znakomite parametry optyczne przy minimalnym odkształceniu i aberracji chromatycznej oraz eliminuje efekty ducha i flary. Ponadto, funkcja pomocniczy zoom optyczny umożliwia zwiększenie zoomu do x9.1 (przy rozdzielczości 3 Mpix), przez wykorzystywanie tylko centralnej części matrycy CCD, co pozwala uzyskać jeszcze większe zbliżenie obiektów.

W aparacie fotograficznym dostępnych jest wiele fascynujących opcji. Przede wszystkim funkcja GPS, która używając informacje wewnętrzne pokazuję: nazwę kraju/region/ województwa, miejscowości a także punktu orientacyjnego. Fotografie i filmy z nazwami miejsc, są automatycznie sortowane w porządku alfabetycznym w wirtualnym folderze przyrządu. Wbudowany kompas, wysokościomierz i barometr, przydadzą się każdemu aktywnemu fotografowi. Panasonic jest także wytrzymały na upadek z wysokości 2 metrów. Obiektyw posiada łamaną ścieżkę optyczną, przez co jest mocniej wytrzymały na wszelkie uszkodzenia mechaniczne. Obiektyw jest ochroniony przez pomocniczy amortyzator, który pochłania wstrząs podczas upadku. DMC-FT3 jest też odporny na mróz – wszystkie komponenty, w tym obiektyw, wytrzymują temperaturę do -10 stopni C. Obiektyw został zaopatrzony też w cyfrowa stabilizację obrazu POWER O.I.S..

W DMC-FT3 dostępnych jest wiele wbudowanych funkcji, jakich zadaniem jest, wykonanie jak najlepszego zdjęcia. Do takich funkcji należy m.in: Tryb iA polega na tym, ze przyrząd sam zestawia wszelakie parametry, zostawiając użytkownikowi kadrowanie zdjęć i wybór utrwalanych chwil. Funkcja wykrywania twarzy jest użyteczna w robieniu zdjęć portretowych. Oprócz tego dostępne są również programy tematycznie takie jak: portret, krajobraz nocny, portret nocny, krajobraz, zachód słońca, fotografie makro czy inteligentny wybór sceny. Opcja Inteligentny wybór scen automatycznie wybiera w zależności od sytuacji, odpowiedni tryb tematyczny, optymalizując jakość nagrania. Funkcja Inteligentna ekspozycja optymalizuję ekspozycję, co zapobiega niedoświetleniu lub prześwietleniu nagrania.

Lumix DMC-FT3 nagrywa filmy w rozdzielczości Full HD 1920 x 1080p w formacie AVCHD. Format ten, umożliwia niemal podwojenie czasu filmu z jakością HD w porównaniu do typowego formatu Motion JPEG. Jakość filmu jest znacznie lepsza dzięki technologii inteligentnej rozdzielczości. DMC-FT3 proponuje także opcję Dolby Digital Creator, która upraszcza nagrywanie dźwięku wysokiej jakości.

Panasonic wyposażony jest w inteligentny ekran LCD o przekątnej 2.7 cala i rozdzielczości 230 tysięcy punktów. Jakość ekranu jest automatycznie regulowana w 11 krokach i dostosowuje się do jakości otoczenia. Ekran ten służy również jako niewielka przeglądarka zdjęć i filmów wideo. W aparacie fotograficznym dostępne jest oprogramowanie PHOTOfunSTUDIO 6.1 HD Lite Edition. System ten umożliwia sortowanie i układanie fotografii.

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/15

Zverowka – Smutna Dolina – Rohacz Płaczliwy

 Zverowka - Smutna Dolina - Rohacz Płaczliwy

 

Jest coś niesamowitego w obcowaniu z majestatem największego twórcy. Każdy odgłos wydobywający się z tępej ciszy, niczym piorun, przeszywa nasze myśli i ciało. Niby bardzo dobrze znany, a jakże odmienny. Bliski, a daleki. Tak niepowszednio wyraźny i surowy. Dopadają nas drgawki, zarówno od wewnątrz jak i z zewnątrz. I znowu cisza…

Jest poniedziałek, 17 października. W Zverowce, oprócz nas i personelu, nie ma już nikogo. Weekendowi turyści wrócili już do swoich domów. Słowacja już za dwa tygodnie zamknie szlaki dla piechurów w Tatrach. Już teraz można wyczuć ślimaczy klimat. Obudziłem się nieco wcześnie, jest 5.30. Agnieszka, Jurek a także Mirek, tak samo jak Ja, leniwie odpowiadają na odgłos budzika w telefonie. Trzeba się zwlec z łóżka. Zrobić prędkie śniadanie i napełnić herbatą opustoszałe termosy. Dzisiaj rozdzielamy się na dwie ekipy: Agnieszka z Jurkiem – idą na przełęcz pod Osobitą, Ja z Mirkiem – mamy w planie Płaczliwy Rohacz. Pakujemy z Mirkiem niewielkie plecaki , ubieramy się i jako pierwsi opuszczamy chatkę.

Na zewnątrz króluje lekki mróz. Jest rześko i przyjemnie, ani znaku po przenikającym wietrze sprzed dwóch dni. Ponownie mamy do przejścia 5km asfaltowego odcinka wiodącego do Tatliakovej Chaty. Nieprzerwane konwersacje niwelują monotonię. Monotonię? Ileż to można oglądać ośnieżonego Salatina i jednakowo białego Wołowca? Ile razy się można tym zachwycać? Wydawałoby się, że bez końca… Jednak monotonia, może dojść nawet w takie miejsca. Wiem, że wieczorem będę tęsknił za tym wszystkim. Będę pragnął powrócić, w myślach przewidując nową ekspedycję!

Przy Tatliakovej Chacie nakładamy raki. Mądrzejsi po wczorajszej wedrówce na Banikov, nie będziemy ryzykować poślizgnięć na trasie na Smutną Przełęcz. Śnieg trzeszczy pod rakami, a ostre kolce wbijają się w lód. Bezusterkowo i sprawnie przybywamy do rozwidlenia pod Rohackimi Plesami. Pojawia się więcej śniegu. Tutaj już raki będą nam tylko zawadzać. Zdejmujemy je i czynimy krótki odpoczynek.

Na szlaku panuje nienaruszona cisza. Wiatr, który niczym huragan odbija się od skalnych grzbietów – zamilkł. Smutna Dolina jest zacieniona, trzymają się tutaj niewielkie temperatury. Po prawej stronie, na skalnym zboczu, utworzył się przyciągający lodospad. Lśni on w słońcu nieskazitelnie białym kolorem. Od czasu do czasu słychać odpadające sople, które przełamują się o skały i opadają niczym kryształy do doliny. To promienie słoneczne dewastują to lodowe dzieło. Nie spodziewaliśmy się, że w naszej najbliższej strefie, nie będziemy mieli kontaktu wzrokowego z innymi turystami. Zjawisko bardzo rzadko napotykane w Tatrach. W Beskidzie Małym, na mniej popularnych trasach, przez pełny dzień można zobaczyć kilkanaście osób. Jednakże w Tatrach? Nie do pomyślenia! A jednak możliwe….

Podążamy w stronę Smutnej Przełęczy. Dziś w dwuosobowym zespole. Rośnie w tej sytuacja znaczenie wyrażenia – odpowiedzialność. Zimowy, tak bardzo rygorystyczny krajobraz, jest piękny. Jednakże może być zdradliwy. Rozpoznajemy swoje siły. Ja czuję się znacznie lepiej niż wczoraj. Za to Mirek ma dziś gorszy dzień. To wtedy, po raz pierwszy, pomyślałem co by się stało gdyby? Ruszamy dalej…

Dochodzimy na Smutną Przełęcz. Pomimo wolniejszego tempa, znajdujemy się na Przełęczy o rozsądnej godzinie. Jest 10.00. Na \”dzień dobry\” pozdrawia nas swoim potężnym grzbietem Baraniec. Nie mam zamiaru tworzyć deklaracji, lecz na Barańcu, jeszcze mnie nie było… A takie widoki są jak zaproszenie, jakiego nie można nie przyjąć! Poniżej Ziarska Dolina. Po prawej stronie znajduje się droga w kierunku Trzech Kop, które są ukryte za nieco dużym przewyższeniem. Po lewej droga na Płaczliwy. Spoglądam na drugą stronę przełęczy. Wszystko się topi pod wpływem wyższości promieni słonecznych. W zacienionych obszarach utworzył się lód. Warunki przypominają mi wiosnę w Tatrach.

Czynimy dłuższy spoczynek, spożywamy śniadanie i odnawiamy siły. Jest ciepło, wiatr leniwie przypomina o sobie. Rozmawiamy i chłoniemy to czego doznajemy. Niektórzy lubią spożywać śniadanie na tarasie. My też mamy dzisiaj tu własny taras… Najbliższych sąsiadów z niego nie doświadczamy…. Bezcenne.

Ponownie szacujemy sytuację i własne siły. Co prawda pierwsze wzniesienie wygląda nieco ciekawie, jednak omija je nie przedstawiający trudności trawers. Siły po części zregenerowane. Jest decyzja… Próbujemy! Zostawiamy ekwipunki i idziemy na Płaczliwego. Gdzie dotrzemy tam będziemy. Nic na siłę! Płaczliwy Rohacz nie zniknie.

Śnieg się topi. Najgorsze są jednak oblodzone miejsca. Można na nich delikatnie zjechać. Pierwsze przewyższenie osiągnięte. Teren się wypłaszcza. Śnieg jest tutaj bardziej mokry. Za nami odkrywa się Banikov, Przysłop a także Hruba Kopa z Trzema Kopami. Przysłop wygląda z tego miejsca bardziej okazale od Banikova. Idziemy dalej. Południowo-wschodnie zbocze Płaczliwego nie jest pokryte śniegiem. Odróżnia się na tle białawych czubków. Jesteśmy mniej więcej za połową drogi do naszego celu. Tutaj musimy po raz kolejny podjąć decyzję – co dalej? Mirek rezygnuje – nie jest to jego dzień. Góra tym razem z nami zwyciężyła. Wracamy na przełęcz.

Zverowka – Smutna Dolina – Rohacz Płaczliwy

Napisane przez: lowell79 | 2011/11/14

Bóg, kasa i rock’n'roll

 

Hołownia i Prokop w elektryzującej konwersacji. Zderzenie dwóch różnych
spojrzeń na wiarę, kulturę i świat mediów. Jezus jako marketingowiec.
Pożytki płynące z ubierania habitu. Różnica między Bogiem a idolem. Czar
pieniędzy i kłopoty z nieskrępowaną wolą. To tylko niektóre tematy podjęte
w książce. Marcin Prokop o rozgrywającej się na łamach lektury
zaskakującej konfrontacji mówi: Debatujemy. Spieramy się. Mówimy, co
nam się wydaje. Wywalamy na stół to, co nam prywatnie w duszy gra (…).
Wykonujemy po prostu to samo, co taksówkarz wiozący pasażera na lotnisko,
fryzjer zakręcający klientce loki, babcie zrzędzące w kolejce do
laryngologa. Pisarze to uznani polscy dziennikarze i publicyści, którzy
wspólnie przewodzą Mam talent.

 

Bóg, kasa i rock’n'roll

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.